Zamknij
Serwis www.gazeta-msp.pl wykorzystuje technologię "cookies" tzw. ciasteczka. Pliki wykorzystywane są dla celów poprawnego funkcjonowania naszego serwisu. W przypadku braku zgody na ich zapisywanie konieczna jest zmiana odpowiednich ustawień przeglądarki internetowej z jakiej korzystasz.

Home >> Wszystkie artykuły >> Silosowanie - cichy wróg organizacji >>

Silosowanie - cichy wróg organizacji

Zarządzanie

Silosy to niewidzialne mury, które rosną w najlepsze, kiedy nikt nie patrzy – i które potrafią być solidniejsze niż jakiekolwiek ściany z betonu. Pracuję w biznesie ponad dwie dekady i widziałem już wiele organizacji, które wpadały w poważne problemy, ponieważ poszczególne działy zaczęły się od siebie stopniowo separować, budując własne mikroświaty, własne priorytety i własną interpretację tego, „co jest ważne”. W praktyce wygląda to tak, jakby w ramach jednej firmy zaczynały działać małe firmy, czasem wręcz rywalizujące między sobą.

Jako konsultant biznesowy, rozmawiałem z setkami menedżerów, którzy – często z zakłopotaniem – przyznawali, że silosowanie jest jak korozja: postępuje po cichu, niewidocznie z zewnątrz, ale skutecznie niszczy całą konstrukcję organizacji.

Co jeszcze bardziej niepokojące: większość firm orientuje się, że ma problem, dopiero wtedy, gdy negatywne efekty stają się widoczne w wyniku finansowym albo w jakości pracy zespołów.

Jak powstaje silos – proces, który zaczyna się niewinnie

Silos zaczyna się niewinnie. Marketing chce robić swoje, sprzedaż swoje, logistyka swoje, a operacje robią, co mogą, aby utrzymać resztę w ryzach. Każdy z tych obszarów ma swoje zadania, swoje presje i swoje KPI. Na pierwszy rzut oka wygląda to nawet jak zdrowy podział odpowiedzialności. Problem w tym, że w wielu firmach granice odpowiedzialności stopniowo przekształcają się w granice komunikacyjne, a te z kolei – w granice mentalne.

Powtórzmy to, bo jest kluczowe: silosy nie wynikają ze złych intencji pracowników. Pracownicy chcą dobrze wykonywać swoją pracę. To system – sposób wyznaczania celów, struktura nagród, niejasna komunikacja – powoduje, że zaczynają się skupiać na tym, co przynosi korzyści ich działowi, a nie organizacji jako całości.

Mechanizm jest powtarzalny. Organizacja ustala cele zorientowane na wyniki działowe. Menedżerowie są rozliczani z KPI, które dotyczą tylko ich obszaru. Pracownicy działają zgodnie z zasadą racjonalności – maksymalizują to, za co są oceniani, nagradzani i rozliczani. A że te cele coraz częściej nie są zbieżne z celami całej firmy, to logiczne jest, że po pewnym czasie zespoły zaczynają „grać przeciwko sobie”.

Aby zrozumieć, jak mocno system wpływa na zachowania, warto znać jedną zasadę: przeciętny pracownik w ok. 80 proc. koncentruje się na realizacji celów indywidualnych, a tylko w 20 proc. kieruje się globalnymi celami firmy. To naturalne – człowiek robi to, za co jest nagradzany.

Z tego napięcia rodzą się konflikty, czasem otwarte, a czasem subtelne. Wtedy zaczyna się gra „oni vs. my”. Sprzedaż oskarża marketing, marketing patrzy z frustracją na sprzedaż, logistyka narzeka na oba te działy, a finanse robią wszystko, żeby zatrzymać budżet, nie mając pełnego kontekstu biznesowego.

W efekcie decyzje zapadają wolniej, projekty stają w miejscu, a klienci zaczynają zauważać chaos. Menedżerowie – zamiast kreować kierunek rozwoju – spędzają czas na mediatorstwie, gaszeniu konfliktów i „prostowaniu” komunikacji, która wcześniej nie powinna była się skrzywić.

Przykład z życia. Duża firma handlowa, świetny produkt, dobrze naoliwiona operacja. A jednak wyniki siadły. Dlaczego? Ponieważ logistyka od miesięcy nie rozmawiała ze sprzedażą. Najpierw drobne nieporozumienia, potem niechęć, aż w końcu – formalne, chłodne wymiany maili, w których każde zdanie było potencjalną iskrą konfliktu. Sprzedaż skarżyła się na braki, magazyn obwiniał sprzedaż o brak prognoz. Klienci… odchodzili do konkurencji, która po prostu potrafiła się dogadać.

To nie problem kompetencji. To problem systemu.

Jak zatrzymać silosowanie? Sześć kluczowych kroków

Pierwsza rada: wspólne cele, a nie równoległe
Jeśli marketing jest rozliczany z ilości leadów, a sprzedaż z podpisanych umów – konflikt jest pewny. To nie kwestia charakteru ludzi, tylko matematyki. Międzydziałowe KPI są trudne w projektowaniu, ale są konieczne. Odwlekanie ich to jak odwlekanie remontu przeciekającego dachu – i tak wróci, tylko że z większym kosztem.

Druga: regularne spotkania między działami, ale sensowne
Nie chodzi o odczytywanie slajdów. Chodzi o rozmowę: czego potrzebujecie? co wam blokuje pracę? co możecie dać innym? Im bardziej konkretne spotkanie, tym bardziej realna współpraca. Najlepsza zasada? Nie raportujemy – planujemy.

Trzecia: rotacja wewnętrzna
Nie ma lepszego lekarstwa na uprzedzenia niż doświadczenie. Gdy pracownik marketingu zobaczy na własne oczy, jak działa sprzedaż, przestanie oczekiwać rzeczy nierealnych. I odwrotnie. Łańcuch empatii tworzy współpracę.

Czwarta: transparentna komunikacja
Jeśli zmieniają się priorytety – powiedzmy to głośno. Jeśli proces się sypie – nie zamiatajmy pod dywan. Brak informacji rodzi domysły, a te rodzą konflikty.

Piąta: liderzy muszą dawać przykład
Silosowanie zaczyna się na dole, ale powody mają źródło wyżej. Jeśli menedżerowie działów nie współpracują, to ich zespoły będą kopiowały ich zachowania.

Szósta, najważniejsza: koniec z fragmentaryzacją KPI
Jeżeli KPI działowe nie wspierają KPI organizacyjnych, to w praktyce organizacja przestaje być organizacją, a zaczyna być federacją działów. To prosta droga do destrukcji spójności.

Silosy to objaw, nie choroba

Wychodzenie z silosów to proces. Trzeba mapować punkty tarcia, identyfikować wąskie gardła, analizować jakościowo komunikację między działami. Ważna jest przejrzystość priorytetów – ludzie muszą wiedzieć, co jest najważniejsze i dlaczego.

I, co bardzo ważne: integracje i wyjazdy motywacyjne – choć przyjemne – nie rozwiążą problemu silosów. Mogą być dodatkiem, ale nie lekiem. Jeśli system premiuje rywalizację, a nie współpracę, żadna wspólna kolacja tego nie naprawi.

Silosy to objaw systemu, nie wina ludzi. Jeśli chcemy je ograniczyć, musimy zmienić zasady gry. KPI, procesy, ramy odpowiedzialności i system nagradzania muszą promować cele całej organizacji, a nie tylko „moja piaskownica”.

Bo to menedżerowie tworzą środowisko, w którym zespoły albo współpracują, albo się dzielą – nawet jeśli nigdy nie wypowiedzą tego na głos.

Autor: negocjator i certyfikowany trener umiejętności negocjacyjnych, mediator, mentor biznesowy. Audytor procesów komunikacji negocjacyjnej w firmach. Ekspert w zakresie zarządzania, sprzedaży, budowania zespołów handlowych, zwiększania efektywności sprzedaży



nr 4(264)2026


zamów koszyk

| |
Komentarze Dodaj komentarz
Brak komentarzy.

Partnerzy

Reklama partnerzyReklama partnerzyReklama partnerzyReklama partnerzyReklama partnerzyReklama partnerzyReklama partnerzyReklama partnerzy
Archiwum