Zamknij
Serwis www.gazeta-msp.pl wykorzystuje technologię "cookies" tzw. ciasteczka. Pliki wykorzystywane są dla celów poprawnego funkcjonowania naszego serwisu. W przypadku braku zgody na ich zapisywanie konieczna jest zmiana odpowiednich ustawień przeglądarki internetowej z jakiej korzystasz.

Home >> Polecane artykuły >> Biurokracja nas niszczy, biurokracja nas zabija >>

Biurokracja nas niszczy, biurokracja nas zabija

MSP

Niefortunną cechą obecnego ustroju politycznego jest to, że politycy starają się siłowo uszczęśliwić nas, obywateli. W czasie kampanii wyborczej należy, ich zdaniem, wymyślić jakiś cudowny sposób na uzdrowienie świata. Jednak państwowi liderzy nie dysponują własnymi pieniędzmi, za to chętnie zaglądają do cudzych portfeli, by nimi zarządzać. Pod pretekstem dobra ogółu, zdrowia publicznego oraz zasad humanitaryzmu podejmują próby uregulowania każdej dziedziny życia społecznego za pomocą rozwiązań prawnych. I w tych działaniach tkwi wyjątkowe niebezpieczeństwo.

To zagrożenie polega na tym, iż istnieje sprzeczność pomiędzy wolnością a bezpieczeństwem. Im więcej bezpieczeństwa, tym mniej wolności — i na odwrót. Absolutne bezpieczeństwo to absolutny brak wolności. Absolutnie bezpieczny jest niewolnik, który pokornie realizuje zalecenia swojego pana, albo więzień, któremu strażnicy podsuwają codziennie posiłki pod nos.

Nauka na własnych błędach stanowi naturalną część naszego człowieczeństwa. Gdy próbujemy naprawić świat, wedle woli niektórych państwowców, za pomocą ustaw oraz rozporządzeń, na ogół osiągamy wyłącznie powszechną apatię i niechęć do klasy politycznej wśród ogółu populacji.

Mechanizm rozrostu biurokracji

Mechanizm upadku wygląda w sposób następujący. Klasa polityczna na wespół z mediami nagłaśnia problem, często fikcyjny. Następnie powołuje urząd i urzędników, by to negatywne zagadnienie rozwiązali.

A przywilejem władzy jest możliwość obsadzania synekur poplecznikami oraz członkami swojej rodziny w tych wcześniej utworzonych instytucjach. Zresztą tak było od zarania ludzkości, natomiast częste wojny powodowały usuwanie nieudolnych, skorumpowanych władców. Konflikty zbrojne niejako były od zawsze mechanizmem samooczyszczania układu.

Teraz, w dobie dłuższego pokoju, te naturalne procesy naprawcze zanikły. Do tego komputeryzacja świata umożliwiła nałożenie rygoru, który nigdy wcześniej nie istniał w dziejach naszego gatunku.

Społeczeństwo pozorów i koszty regulacji

Obecnie fikcyjne bolączki rozwiązujemy za pomocą fikcyjnych urzędów, generujących tym razem realne koszty. Wyobraźmy sobie ul, w którym funkcjonuje coraz więcej trutni i coraz mniej pszczół. Oczywiście w takim układzie produkcja miodu spada, więc przyszłość pszczelej rodziny jest zagrożona.

My, jako ludzie, jesteśmy analogicznie postawieni przed podobnym dylematem. Wielu chce być biurokratami pracującymi w klimatyzowanych pomieszczeniach. Nikt nie chce być rolnikiem, posiadaczem stada krów, które trzeba wydoić, a następnie oporządzić. Nikt nie chce być mechanikiem, który ma nieustannie brudne ręce od smarów i olejów.

Ta pokusa łatwego życia na cudzy koszt skłania nas do popierania rozwiązań politycznych na dłuższą metę niemoralnych.

Prowincja naszego kraju ulega silnym procesom depopulacyjnym. Młodzi uciekają do wielkich ośrodków miejskich, gdyż nie widzą perspektyw dla siebie w swoich rodzinnych miejscowościach. Prowadzenie małej działalności gospodarczej wiąże się z zasadniczymi kosztami stałymi, głównie związanymi z obowiązkowymi ubezpieczeniami społecznymi.

Za to wielki biznes z chęcią prowadzi optymalizację podatkową, przez co jego efektywna stopa opodatkowania nie jest tak wysoka, jak być powinna.

Brukselskie elity, poprzez różnego rodzaju „europejskie zielone łady”, doprowadziły do sytuacji, w której nasz kontynent stracił całkowicie konkurencyjność na rynkach światowych, ze względu na
absurdalnie wysokie ceny energii. Innymi słowy, produkcja dóbr materialnych w Europie praktycznie się nie opłaca.

Nadregulacja życia codziennego

Możnowładcy tego świata coraz śmielej wchodzą w kolejne dziedziny życia. Regulacjom podlegają m.in. kwestie: wykopania studni, korzystania ze studni, wycinki drzew na własnej działce, budowy kominków (muszących spełniać określone normy emisyjne), sprzedaż odzieży i obuwia (SENT).

Niektórzy historycy podnoszą, że chłopi feudalni byli niczym niewolnicy. Zdaniem autora te sformułowania są na wyrost i zdecydowanie przesadzone. Natomiast tym ludziom z poprzednich epok nikt nie odbierał prawa do palenia ognia czy wycinki drzewa obok własnej chaty — a oni nie żyli, tak jak my, w erze „praw człowieka i obywatela”.

Niedawno wprowadzono nowe wymogi dotyczące ogrodzeń. Zakazano w nich stosowania ostrych zakończeń, drutu kolczastego i tłuczonego szkła. Skąd w ogóle pojawił się w głowach naszych notabli taki pomysł? Otóż kryminalista-włamywacz forsujący nasz płot mógłby zrobić sobie krzywdę podczas próby przywłaszczenia mienia — a to przecież niedopuszczalne.

Jedną z rozkładowych tendencji zauważalnych w rozwiązaniach prawnych państw zachodnich jest bagatelizowanie pospolitych kradzieży. Innymi słowy, ludność napływowa rabuje, a tubylcy mają się uśmiechać i niczego nie zauważać. Policja rozkłada ręce, stara się nie dostrzegać problemu, ignorując drobne wykroczenia.

W przypadku pospolitego złodziejstwa państwo okazuje się całkowicie bezradne. Ale jeżeli ktoś napisze o tym w Internecie, wtedy natychmiast funkcjonariusze zadziałają z całą potęgą pod pretekstem walki z mową nienawiści.

Tłumacząc brutalnie: współczesne państwo jest pobłażliwe w kwestiach fundamentalnych i bezwzględnie surowe w kwestiach błahych.

Społeczeństwo poddane restrykcyjnemu reżimowi biurokratycznemu traci inicjatywę i chęć działania. Nikomu już na niczym nie zależy. Widząc śmieci koło własnego domu, stwierdzamy, że to problem cudzy, a nie nasz własny. A gdy okradziono sąsiada, w duchu cieszymy się, że nas jeszcze nie ruszono.

Rzeczywistość ekonomiczna coraz częściej zaczyna przypominać sytuację z żartobliwych filmów, gdzie jeden kopie rów, wykonując coś pożytecznego, a nad nim stoi rzesza biernych obserwatorów.

Biurokracja w praktyce – rolnictwo, kontrola i nierówności

Rolnicy narzekają, że są nieustannie kontrolowani przez: Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Państwową Inspekcję Ochrony Roślin i Nasiennictwa oraz powiatowe inspektoraty weterynarii. Co więcej, „wizytacje” te często dotyczą tego samego zakresu.

Zamiast uprawiać pola, zmusza się ich do sporządzania dokumentacji: rejestrów zabiegów agrotechnicznych, stosowania środków ochrony roślin czy planów nawożenia azotem.

Zauważmy, że unijni decydenci podpisali umowy z krajami Mercosur, gdzie nie obowiązują podobne standardy produkcyjne. Innymi słowy, na naszych rolników nakłada się rygorystyczne wymagania, podczas gdy zagraniczni producenci funkcjonują bez takich ograniczeń.

W tej sytuacji stawiamy własnych obywateli na z góry przegranej pozycji — to zaprzeczenie zasad uczciwej konkurencji.

W obliczu ataków dzikich zwierząt władze podejmują decyzje rażąco oderwane od rzeczywistości. Rolnik nie może skutecznie chronić swoich upraw, a bezpieczeństwo ludzi bywa marginalizowane.
To sytuacja absurdalna i momentami groteskowa.

Skutki systemu i potrzeba równowagi

Wiele mówi się dziś o dyskryminacji, lecz pomija się skutki regulacji takich jak Strefy Czystego Transportu, które dzielą społeczeństwo na tych, których stać na nowe technologie, i tych, którzy zostają wykluczeni.

Rozszerza się również kontrola państwa — przykładem są obowiązki rejestracyjne (pasieki, planowane hodowle przydomowe) czy systemy weryfikacji produktów, takie jak kody QR na lekach.

W praktyce rozwiązania te często nie eliminują patologii, a jedynie zwiększają obciążenia dla uczciwych obywateli.

Kontakt z instytucjami publicznymi pozostawia wiele do życzenia — scentralizowane infolinie i automatyczne systemy okazują się niewydolne.

Krytyka biurokracji nie oznacza jednak pochwały anarchii. Pewne regulacje są konieczne, szczególnie w zakresie ochrony zdrowia i środowiska. Kluczowe jest jednak zachowanie proporcji.
Współczesne problemy — wysokie koszty życia, ceny nieruchomości, rosnące obciążenia fiskalne, brak mobilności społecznej i pogarszające się perspektywy młodych ludzi — mają swoje źródło również w nadmiernej regulacji życia społecznego oraz decyzjach politycznych.

Autor: Prezes Zarządu Fundacji Edukacji Zawodowej SWOJAK



nr 6(266)2026


zamów koszyk

| |
Komentarze Dodaj komentarz
Brak komentarzy.

Partnerzy

Reklama partnerzyReklama partnerzyReklama partnerzyReklama partnerzyReklama partnerzyReklama partnerzyReklama partnerzyReklama partnerzy
Archiwum